Psychoza – ukryta awitaminoza

Mroczna, realistyczna fotografia przedstawia młodą osobę, studenta, siedzącego przy biurku w słabo oświetlonym pokoju akademika w nocy. Osoba ta, ubrana w ciemnobrązową bluzę z kapturem i dżinsy, jest skrajnie wyczerpana; leży głową wspartą na rękach na otwartej książce, patrząc w przestrzeń bladym, pustym wzrokiem. Blask jedynej lampki biurkowej z ciemnym kloszem ostro oświetla jej zmęczoną twarz oraz bałagan na blacie. Na pierwszym planie, w jasnym snopie światła, leżą dwie tanie drożdżówki w foliowych opakowaniach. Obok nich stoi plastikowa butelka z przezroczystą wodą (sugerująca kranówkę) oraz kilka pustych, pogniecionych puszek po napojach energetycznych. W tle, za biurkiem, widać niezasłane łóżko i plecak, a przez ciemne okno – przejeżdżający w oddali tramwaj. Cała kompozycja, tonąca w cieniach, oddaje atmosferę osamotnienia, ubóstwa i biologicznego wycieńczenia, sugerując drastyczny niedobór snu i wartościowego pożywienia.

Życie człowieka bywa przewrotne. W jednej chwili masz 19 lat i jesteś zwykłym młodym człowiekiem pełnym ambicji. Właśnie dostałeś się na studia, rozpoczynasz swoje dorosłe, samodzielne życie. Nowe, obce miasto i kompletny brak rodziców, ale wreszcie możesz żyć na własnych zasadach.

Jednakże te kilka miesięcy życia na pełnym gazie, imprezy, bieganie między wydziałami oraz śmieciowe żarcie i spanie po 3 h w końcu dadzą o sobie znać w bardzo brutalny sposób. Bo bądźmy szczerzy, jak długo da się utrzymać ze skromnego stypendium, jedząc codziennie tylko drożdżówki i popijając wodę z kranu?

Ciągły niedobór wszystkiego sprawił, że intensywne przygotowania do sesji zamiast zakończyć się na sali twarzą przed wykładowcą, skończyły się na szpitalnym łóżku. Waga przy przyjęciu 47 kg, nie wiele pamiętam. Tamtego dnia wracałem jak zwykle do domu, ale zamiast w tramwaju znalazłem się nieprzytomny na torach tramwajowych. Człowiek budzi się przykuty do łóżka nie wiedząc gdzie jest. W głowie jedynie szum i mgła spowijająca mrok. Jedyne co słyszysz to stłumione rozmowy wewnątrz własnej głowy.

Pierwsza diagnoza – zaburzenia psychotyczne. Bo objawy pasowały do scenariusza wyuczonego na studiach. Wdrożono procedury ignorując fakt prawdziwej przyczyny stanu. Takich jak ja było kilka osób. W gruncie rzeczy byli to ludzie po prostu przemęczeni, których psychika w końcu dała się we znaki.

Z opowieści innych pacjentów wyłania się obraz chronicznego niedosypiania, jedzenia czegokolwiek w biegu i życia w ciągłym stresie, ponieważ każdemu zależało na terminowym wywiązywaniu się z obowiązków.

Na sali leżała młoda dziewczyna, podcięła sobie żyły, ponieważ bała się że zaprzepaści swoją przyszłość jak nie pójdzie jej na maturze. Była pani, prezes zarządu, niedługo przed pobytem na oddziale wróciła z wyczerpującej podróży.

Ale wicie co na prawdę było przyczyną naszych problemów?

Ciągły stres i niedożywienie, gdyż mózg bardzo szybko przepala zasoby, a ich niedobór prowadzi do skrajnych sytuacji, jak omamy, niepokój i ciągłe rozdrażnienie. Jednak większość lekarzy nie patrzy na te problemy pod katem niedoboru magnezu, wapnia i potasu czy witaminy B 3 oraz B 12. Oni patrzyli na nas jak na przypadki psychiatryczne. W gruncie rzeczy, gdyby na niedożywienie popatrzono jak na problem biedy i wycieńczenia, a nie objaw choroby psychicznej, zamiast neuroleptyków pobudzających łaknienie podawano by kroplówki. Tężyczka nie potrzebuje pasów ani śpiączki farmakologicznej. Zamiast tego istotne jest uzupełnianie magnezu, spokój i przywrócenie biologicznej równowagi, o której zapomniano w pogoni za kolejną dawką leków. Podczas gdy w rzeczywistości to tężyczka utajona przejmuje kontrolę nad ciałem.

To stan, w którym system nerwowy, pozbawiony kluczowych pierwiastków, staje się patologicznie nadpobudliwy. Nerwy dosłownie „strzelają” bez kontroli, co generuje lęk, drżenie mięśni i wrażenie odrealnienia. To właśnie tężyczka sprawia, że w głowie pojawia się to nieznośne ciśnienie i „awantury”, które system medyczny tak chętnie nazywa psychozą.

Linki do opracowań naukowych dla ciekawych:

—> Powrót do artykułów

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *